
Przeciętny kibic Rangers FC na pytanie czy ma ulubiony klub w Anglii zapewne udzieli odpowiedzi twierdzącej. Jedni wymienią West Ham United czy Newcastle, inni Tottenham (mimo kontaktów Yids z Aberdeen Soccer Casuals). Jeszcze inni wymienią Everton czy Liverpool, pomimo sporej liczby irlandzkiej publiki na stadionach tych klubów (w przypadku The Reds niektórzy robią z tego faktu "zgodę" z Celtikiem co jest teorią bardzo naciąganą, a prawdziwych angielskich kibiców LFC może co najmniej zirytować). Takie prywatne sympatie nie mają jednak przełożenia na bardziej oficjalne kontakty. Wśród angielskich ekip wszechobecne są akcenty lojalistyczne, stąd wzajemna sympatia z kibicami takich klubów jak Manchester City, Millwall, Birmingham City, czy z mniej znanych przypadków Charlton Athletic i Portsmouth. Szczególną przyjaźnią darzy się jednak na Ibrox kibiców Chelsea, a na brytyjską triadę Rangers - Chelsea - Linfield przywykło się mówić Blues Brothers.
Korzeni tej przyjaźni należy szukać w latach 60-tych kiedy to na Stamford Bridge pojawiły się pierwsze oznaki sympatii dla The Gers. Chelsea jako klub była ostoją brytyjskiego patriotyzmu, na jej mecze uczęszczało sporo żołnierzy i weteranów. Ze względu na dużą liczbę domów dla kombatantów w okolicy stadionu The Blues byli nazywani także The Pensioners, a odznaczony medalami żołnierz znajdował się nawet w klubowym herbie. W następnej dekadzie probrytyjskie i unionistyczne akcenty uległy radykalizacji ze względu na popularność National Front, dla którego trybuny Stamford Bridge były wówczas znanym miejscem werbunku działaczy i sympatyków. W latach 70-tych sympatia dla Rangers znacznie wzrosła po serii zamachów bombowych IRA w Londynie i North Surrey, skąd wywodziła się znaczna liczba kibiców Chelsea. Działania irlandzkich terrorystów zapoczątkowały nienawiść do wszystkiego co związane z irlandzkimi republikanami, a więc także to Celticu. Naturalnie więc sympatyzowano z Rangers, choćby dlatego by pokazać fanom The Bhoys, że organizacja, którą wielbią w swoich piosenkach nie jest delikatnie mówiąc mile widziana w Anglii.
Lata 70-te i 80-te to także czasy rozwoju chuligaństwa na brytyjskich stadionach. W tej dziedzinie kibicowskiego rzemiosła Chelsea Headhunters należeli do ścisłej czołówki. Wielu fanatyków The Blues odbywało wówczas służbę wojskową w Ulsterze. Po jej zakończeniu walczyli na trybunach i ulicach, nawiązując kontakty i współpracę z lojalistycznymi organizacjami z Ulsteru. Kontakty kibiców Chelsea i Rangers z czasów armii przerodziły się w dobra komitywę i wzajemne wizyty na meczach obu klubów, a przyczyny tych wizyt były rózne. Jedni chcieli po prostu wspólnie wypić piwko i pośpiewać, inni jechali razem dołożyć Aberdeen Soccer Casuals. Potem, gdy angielskie kluby zostały odsunięte od europejskich pucharów więcej fanów The Blues zaczęło jeździć na mecze do Glasgow oraz na mecze Rangers w Europie, zarówno dla mocniejszych wrażeń jak i koleżeńsko-alkoholowych, w czasach gdy sztama coraz lepiej się rozwijała. Za przełomowy uznaje się mecz towarzyski pomiędzy Chelsea a Rangers w 1985 roku w Londynie. Miejscowi przywitali kibiców The Gers wiązanką skierowaną w stronę Celticu. Fanatycy ze Szkocji zrewanżowali się bluzgami na Tottenham. Potem tysiące fanów wspólnie biesiadowały, także przed i po rewanżowym spotkaniu towarzyskim, które odbyło się 9 miesięcy później na Ibrox.
Czasy się zmieniły, brytyjskie stadiony uspokoiły się ale dobre kontakty kibiców obu drużyn utrzymały się. Podtrzymywane są najczęściej przy okazji częstych meczów towarzyskich Linfield - Rangers na Windsor Park w Belfaście, gdzie docierają także fani Chelsea. Dobrą liczbą The Blues wspomagali ostatnio Szkotów także w 2004 na meczu Fulham - Rangers. W 2006 roku kibice Rangers i Chelsea opanowali Barcelonę przy okazji meczów obu drużyn w Katalonii.