
Najmocniejsze kluby w Europie, nie bez powodu przyciągają na swoje stadiony rzesze kibiców. Dziś ci, dla których trybuny mają takie samo a może i większe znaczenie niż murawa często mówią o atmosferze na stadionach najmożniejszych klubów, że to już nie to samo co kiedyś, klimat się popsuł itd. Jest to prawda, ale w zalewie komercji wszędzie znajdują się grupy fanów, które z różnych przyczyn nie tańczą tak jak im zagrają działacze. Na Camp Nou kimś takim są "Boixos Nois".
Pierwsi kibice FCB określani jako "Culers" zaczęli organizować się jeszcze przed wojną na starym stadionie Camp de Les Corts. To były czasy politycznych napięć. Kiedy władzę objęła armia pod dowództwem generała de Rivery, stadion Barcy zamknięto na pół roku, potem kibice dali wyraz swojemu niezadowoleniu wygwizdując hymn hiszpański. Katalonia podobnie jak Kraj Basków była obszarem silnego separatyzmu, a bardzo mocne były stronnictwa lewicowe, także najbardziej skrajne, co potwierdziło się tuż po wybuchu wojny domowej, gdy na obszarze Katalonii w najlepsze poczynali sobie komuniści z całej Europy, w tym między innymi sowiecka agentura z pod znaku NKWD i niestety polscy bolszewicy, nazywani czasem "Dąbrowszczakami" (najsłynniejszy z nich - Karol Świerczewski "Walter"). Te polityczne niuanse dotyczyły "blaugrany" o tyle, że jej lewicowy prezes Josep Sunyol został zabity przez zwolenników generała Franco, a klub musiał zrezygnować z katalońskich elementów na herbie i w nazwie. Nowa władza nie zapomniała Katalończykom i ich klubowi wspierania czerwonej strony konfliktu i starała się możliwie najbardziej zmarginalizować Barcę. W tych warunkach w 1944 roku powstał pierwszy fanklub "Penya Solera". Kibice i byli piłkarze chcieli utworzyć stowarzyszenie, które pozwoliłoby na gromadzenie funduszu na rzecz klubu, znajdującego się w tarapatach. Takie były początki "penyas", czyli fanklubów, których dzisiaj Barca ma kilkaset na całym świecie.
Najważniejszą i najbardziej znaną, przede wszystkim z radykalnych działań grupą jest ekipa "Boixos Nois" (co tłumaczy się jako szaleni, wściekli chłopcy) założona w 1981 roku przez kibiców łączących tradycyjny kataloński separatyzm z poglądami lewicowymi. BN szybko zajęli się oprawami, oflagowaniem, ale przede wszystkim rywalizacją z największymi wrogami - czyli kibicami Realu Madryt i Espanolu Barcelona. Pierwsi to rywale przede wszystkim sportowi, ale i polityczni, gdyż to królewski Real był priorytetowo traktowany w okresie rządów frankistów. Espanol to wróg lokalny, ale także o dużym znaczeniu. Barca jak już zostało wyjaśnione od zawsze była klubem katalońskim, natomiast Espanol wspierali wierni koronie Hiszpanie. Istotny jest fakt, że powstała w 1985 roku ekipa Espanolu "Brigadas Blanquiazules" przyjaźni się z "Ultras Sur" Realu. Walka o hiszpańską Barcelonę i Katalonię sprawiła, że kibice Espanolu byli od zawsze nastawieni ultraprawicowo, a w "Brigadas" było sporo skinheadów. O dziwo także do "Boixos Nois" przeniknęły te klimaty. Obok lewicowych red-skins, coraz silniejszą grupą na trybunach Barcy stawali się skini o poglądach rasistowskich, deklarujący jednocześnie kataloński separatyzm i nienawiść do Hiszpanii. Było to o tyle dziwne, że do tej pory separatyści na Półwyspie Iberyjskim byli kojarzeni z komunizmem, a "faszyzowanie" części BN nie zawsze było dobrze odbierane, gdyż kojarzyło się bezpośrednio z frankizmem. Lewica na Camp Nou ostatecznie nie wyparła kolegów o skrajnie odmiennych poglądach, czemu być może należy tłumaczyć, iż do dziś cześć tylko kibiców utrzymuje kontakty z ekipami baskijskimi, które jeśli chodzi o poglądy są bardziej jednolite (separatyzm + komunizm).
W 1994 roku zawiązana została zgoda ze "Standarte Bremen" (ekipa Werderu), co przypisuje się frakcji prawicowej, także ze względu na bremeńską kapelę "Kategorie C". W ostatnich latach "Boixos Nois" przeżywali huśtawkę nastrojów. W okresie gdy prezydentem klubu był Joan Gaspart BN mogli cieszyć się poparciem działaczy. Jednak kolejny prezes Joan Laporta postanowił się pozbyć niewygodnych kibiców, co w sumie mu się udało bo na Camp Nou pojawia się mała liczba fanatyków, ograniczających się do wyjazdów. "Boixos Nois" mają najwyraźniej również problemy wewnętrzne. Od dawna starają się kreować image "hardkorowców", tymczasem na ostatnich wyjazdowych derbach przeciwko Espanolowi stracili na rzecz lokalnego rywala dwie flagi, odzyskując potem jedną z nich dzięki donosowi na policję, co zdecydowanie nie przystaje do wizerunku aspołecznych fanatyków jaki od lat kreują. Na koniec warto dodać, że oprócz podziałów ze względu na poglądy polityczne, w ramach BN działa również ekipa młodych ("Youth Firm"), a także fankluby takie jak "Boixos Valencia", "Boixos Arago" czy "Boixos Castello". W zeszłym roku grupa obchodziła 25-lecie istnienia, ale konflikty z działaczami sprawiły, że BN nie wspierają klubu licznie na własnym stadionie.