Jaka była najbardziej legendarna walka lub zamieszki, w których brała udział twoja ekipa?
- Nie jestem pewien, czy można to nazwać awanturą, ale gazety tak to określiły. Był to legendarny wyjazd do Sunderlandu w 1993 roku. Fani Rangers podróżowali na Roker Park w największej liczbie w historii. Siedzieliśmy w pubie z wieloma zwykłymi szalikowcami Rangersów i pojawiło się kilku gości z Sunderlandu, którzy zaczęli się coś burzyć oraz proponować niektórym wyjście na zewnątrz. I wtedy się zaczęło! Solidnie oberwali, mocno nawywijał wtedy jeden z moich kumpli, który niestety dziś już nie żyje. Rangers było tam koło setki. Policja miała pełne ręce roboty. Kilka osób zostało aresztowanych, ale nie byli to winowajcy. Tak jak mówiłem, jeden z inicjatorów tej awantury już nie żyje. To była naprawdę konkretna jatka, a w następnych dniach gazety miały o czym pisać i po raz pierwszy bardzo zainteresowały się działalnością grupy "ICF". Największą zadymą jaką przeżyłem był finał Pucharu Szkocji w 1980 roku Rangers-Celtic. Celtic wygrał strzelając gola w ostatniej minucie. Obie ekipy ruszyły na płytę boiska w tym samym czasie. Walki trwały na całym boisku, trwało to blisko pół godziny i dopiero policja konna oczyściła plac gry! Po tym meczu został wprowadzony zakaz sprzedaży alkoholu na meczach w Szkocji. To był typowy obrazek na linii Rangers-Celtic, ta nienawiść istnieje już od ponad 100 lat!
Jacy kibice byli dla ciebie największymi świrami i wariatami, z którymi się spotkałeś?
- W Szkocji mógłbym to powiedzieć o Hibernians Edynburg, szczególnie konkretnie się pokazywali w późnych latach 80-tych i wczesnych 90-tych. W roku 1990, pewnego razu umówiliśmy się z nimi na awanturę, nas było 40 na meczu wyjazdowym, a ich blisko 200! Szliśmy w eskorcie w kierunku stadionu, oni wkręcili się między nas i policja myślała, że jesteśmy jedną grupą! Potem, gdy się urwaliśmy, oberwaliśmy od Hibs po głowach! Zostałem aresztowany wraz z 25 innymi Rangersami i siedziałem w celi razem z Hibs. Inne takie ekipy? Feyenoord Rotterdam także ma niezłych wariatów. Gdy tam byliśmy na wyjeździe, pomimo solidnej eskorty, duża banda próbowała dobrać nam się do skóry. Cały czas leciały na nas najróżniejsze przedmioty i wyzwiska. Naprawdę niezbyt gościnna atmosfera, jeden z moich najciekawszych wyjazdów. W rewanżu w Glasgow też mogło być ciekawie, my wczesnym popołudniem pojawiliśmy się w centrum. Ich było tam ok. 200, ale w mniejszych grupkach. Wielu siedziało w znanym pubie "Horseshoe Bar", próbowaliśmy umówić się z nimi na awanturę. O 11 w nocy szliśmy na spotkanie z nimi i oni nagle wyskoczyli na nas, byliśmy totalnie zaskoczeni. Próbowali nas zlać w mniejszych grupkach, ale wtedy interweniowali gliniarze...
Czy Twoja ekipa ciągle jeszcze jest aktywna?
- Sytuacja u nas jest taka, że ekipa nadal działa. Kilka lat temu parę osób dostało wyroki po awanturach z Hibs i Aberdeen. Ale ciągle chodzimy na mecze. Ja niestety nie uczestniczę już w życiu ekipy, z powodu kłopotów z prawem. Kilka lat temu, jeśli uderzyłeś kogoś na meczu piłkarskim, dostawałeś 250 funtów kary. Teraz otrzymujesz zakaz na rok lub dwa lata i są one naprawdę przestrzegane, w Szkocji nie ma dużo ludzi z zakazami, więc łatwo wszystkich upilnować. Przepisy prawa w Anglii i Szkocji są w wielu punktach zupełnie inne! Ja dostałem zakaz dożywotni za awantury nie na stadionie! Byłem aresztowany w Eindhoven w 1999 roku na meczu w europejskich pucharach. Nas było 40 i mieliśmy starcie z 200-300 miejscowymi w pobliżu stadionu przed meczem. Musieliśmy stanąć do walki. Policja z początku nie interweniowała, a po wszystkim pozwoliła miejscowym się oddalić (...). Nas aresztowano 18 lub 20, siedzieliśmy 4 tygodnie. Jak się okazało akcja policji odbyła się w ramach ćwiczeń przed Euro 2000!
Jak możesz opisać obecną sytuację kibiców?
- Hmm, obecnie w Szkocji działają mniejsze grupy, ale walki bywają bardzo ostre, mimo niezwykłych rygorów policyjnych. Telefony komórkowe to bardzo przydatna rzecz w rękach hoolies, którzy mogą przecież umówić się wszędzie. Więc uważam, że scena chuligańska szybko nie zaginie. Skąd pochodzi nazwa Twojej ekipy? Pierwsza nazwa brzmiała "HMS" - "Her Majesty`s Service" ("Służba Jej Wysokości"). Później zmieniliśmy ją na "Ibrox City Firm", prawdopodobnie pod wpływem "Inter City Firm" West Hamu. Wcześniej, w latach 70-tych nie było u nas żadnej zorganizowanej grupy. Ja przyłączyłem się do ekipy poprzez kumpli, którzy w niej już byli, a z którymi chodziłem do szkoły. Niektórzy byli o kilka lat starsi ode mnie.
Jakie jest Twoje najgorsze doświadczenie związane z użyciem sprzętu?
- Miałem kilka takich przeżyć, szczególnie pamiętam chuliganów Motherwell. To były prawdziwe bękarty. W latach 80-tych latali z kosami Stanley`a. Nigdy nie było ich dużo, góra 200-300 u siebie, ale z tymi kosami czuli się silni. Z kolei po meczu Rangers-Celtic w 1987 roku, na Duke Street w Glasgow bojówka ok. 80 Rangersów napotkała ok. 500 z Celticu, porozdzielanych na grupki. Gdy się pojawili, ujrzałem w ręku jednego z nich maczetę. Kumpel, który uderzył jednego z wrogów, wyszedł z walki z pociętą twarzą. Również Sunderland czasami nie stronił od sprzętu, ale najbardziej pamiętam tych typków z Motherwell.
Kto jest największym rywalem Twojej ekipy?
- Oczywiście Celtic, od zawsze i definitywnie. Fani Celticu to oczywiście katolicy, a Rangers to klub protestancki. Zawsze tak było, od samych początków narodzenia obu klubów. Przykładowo finał Pucharu Szkocji w... 1909 roku został zakończony przed czasem z powodu awantur! Nienawiść między nami była zawsze i będzie nadal, przez conajmniej 100 lat :-)
Wymień 5 najlepszych ekip na dzień dzisiejszy?
- W Szkocji to byliby Hibs, Aberdeen, Rangers i inni. Mógłbym też wyróżnić Birmingham i Cardiff.
A 5 najlepszych ekip w historii?
- Hibs, Birmingham, Crvena Zvezda Belgrad, Cardiff i Anglia, w 1989 na Hampden.
Który stadion lubisz najmniej, a który najbardziej?
- Najgorszy to Celtic Park przed modernizacją. Fani Rangers dostawali na nim na derbach tylko 18 000 miejsc, aż do wczesnych lat 90-tych. Do dziś dzień nie wiem, gdzie tam były toalety, wychodziło się za trybuny i wszyscy lali naokoło :-) Poza tym nie było to nic przyjemnego stać na meczu tuż obok gliniarza, lub pomiędzy gliniarzami. Taki był właśnie CelticPark przed modernizacją. Natomiast mój ulubiony stadion to amsterdamska Arena. Byłem tam w 1996, gdy Rangers grali z Ajaxem w Lidze Mistrzów. Przegraliśmy 4:1, ale nasza drużyna mogła liczyć na znakomity doping, jak zwykle zresztą. Krótko mówiąc był to bardzo ładny stadion, chyba najładniejszy, jaki w życiu widziałem.
Jak odbierasz coraz większą komercjalizację futbolu? Nowoczesne stadiony, wielkie pieniądze... Czy piłka wciąż jest dla kibiców?
- Na mecze rozgrywane na moim Ibrox Park mam dożywotni zakaz wstępu. Cholernie brakuje mi tradycyjnej atmosfery stadionowej, gsy Rangers grali z Celtikiem lub w europejskich pucharach. Ale obecna atmosfera już nie jest taka jak dawniej, jeśli spróbujesz dopingować na stojąco, zaraz przyjdzie ochroniarz i zacznie marudzić. Dlatego wielu prawdziwych fanów dopinguje szczególnie żywiołowo na meczach wyjazdowych, gdzie nie ma takich ograniczeń. W sumie pozostaje mi cieszyć się, że mam ten pieprzony zakaz akurat teraz, gdy dawny klimat już nie istnieje. Próbowaliśmy wymóc na klubie wydzielenie specjalnego miejsca dla chcących dopingować na stojąco, ale nic z tego nie wyszło. Dawniej dopingowaliśmy na trybunie zachodniej. Było to jeszcze przed wprowadzeniem krzesełek, które zaczęły się pojawiać w wyniku słynnej tragedii na Hillsborough. Obecne ceny biletów na meczach to hańba. Piłka nożna w chwili obecnej to czysy biznes, nie jest to już gra dla kibiców!