*  Zarząd Komisaryczny Rangers potwierdził, że nowym właścicielem klubu zostanie Charles Green, 59-letni biznesmen pracujący w przeszłości m.in. na stanowisku dyrektora wykonawczego Sheffield United.

Tegoroczny tour po europejskich stadionach miała zakończyć wizyta na The Oval w Belfaście i tamtejsze protestanckie derby pomiędzy Glentoranem i Linfield. Początkowo mecz miał się odbyć w niedzielę, jednak ze względu na to, że spotkanie miało być puszczone w telewizji przeniesiono go na poniedziałek wieczór. To spowodowało, że miałem trzy dni na zwiedzanie i oczekiwanie na sam mecz, jednak po kolei. Plan podróży wyglądał tak, że wylądowałem w Dublinie i tam ogarnięty przez kumpli odwiedziłem Athlone i Limerick. Dość ciekawym miejscem było Cliffs of Moher, które jak najbardziej polecam. Pobyt w Irlandii upłynął w miłym towarzystwie i na ciekawych wycieczkach. W poniedziałek rano w liczbie trzech zajawkowiczów ruszamy do Belfastu. Plan prosty - do momentu rozpoczęcia meczu zwiedzić jak najwiecej.

Zaraz po przyjeździe zajeżdżamy na The Oval i tam przejmujemy zaklepane wcześniej bilety. Zwiedzamy stadion, robimy foty i ruszamy na miasto. Za główny cel bierzemy sobie obejrzenie jak największej ilości murali. Dzięki wcześniej przygotowanej trasie na mapie i ogólnej orientacji jednego z nas ten temat w miarę ogarniamy. Na sam początek poruszamy sie po dzielnicach protestanckich (w niezłym deszczu), a murale jakie widzimy to głównie te odwołujące sie do UDA (Ulster Defence Association) i UFF (Ulster Freedom Fighters). Wszystko robi ogromne wrażenie. Na dzielnicach protestanckich prawie w każdym miejscu wiszą flagi Irlandii Północnej czy Union Jack. Dzielnice jakie odwiedzamy można uznać za miejsca, w których na pewno wiele się działo (a może i nadal dzieje) . Następnie lądujemy w okolicach Windsor Park (na co dzień mecze tam rozgrywa Linfield). Kręcimy się po tych samych dzielnicach, na których podczas meczu reprezentacji Polski nasi kibice "tłumaczyli" autochtonom jak wygląda kibicowanie u nas w kraju. Po obejrzeniu Windsor Park i okolic ruszamy na dzielnice katolickie i tam też staramy się zobaczyć jak najwięcej murali i symboli walki jaka targała miastem przez wiele lat.

Ciekawe spostrzeżenie to różnica w samych muralach. Protestanckie to bardziej paramilitarny klimat, natomiast na tych IRA oraz uzbrojeni cywile w wojskowych kurtkach. Wszystko to naprawdę ciekawie wygląda. Kolejnym przystankiem na naszej drodze jest Bombay Street. Miejsce w którym doszło w 1969 roku do ostrych akcji miedzy protestantami a katolikami. Na miejscu tablica upamiętniająca ofiary walk i mural na ścianie z wymownym tekstem "Never Again". Nad tym wszystkim góruje żelbetonowy mur o wysokości 5 metrów podwyższony jeszcze siatką. Po stronie katolickiej domy przy murze z podwórkami, które wyglądają jak spacerniaki w więzieniu (ponad 2 metry muru i siatka do samego dachu). To wszystko robi konkretne wrażenie.

Następnie obieramy kierunek na Shankill Road, a tam już tereny UVF(Ulster Volounteer Force). Przynajmniej takie murale zauważamy po drodze. Na jednej ze ścian mural Steviego "Top Gun" M'Keagea - przywódcy lojalistów, który zginął w 2000 roku. W tej okolicy już praktycznie mural na muralu, a każdy następny robi większe wrażenie. Kręcąc się po Belfaście wpadają nam w oko również murale z George'em Bestem (gwiazda MU), C.S.Lewis'em (autorem cyklu książek o bajkowym świecie Narni), no i oczywiście wrzuty na ścianach odnoszące sie do budowanego w Belfaście Titanica. Poza pomnikiem ofiar w okolicy ratusza nie sposób znaleźć żadnego muzeum w Belfaście, mimo że na świecie jest ich ok. 300. Spowodowane to jest tym, że przez wiele lat konstruktorów z Belfastu uważano za głównych winowajców katastrofy, choć dzisiaj badania dowodzą, że nie jest to prawdą.

Wycieczka oczywiście ma swój koniec i nadszedł czas na wisienkę na torcie jaką miał być mecz. Udajemy się w okolice stadionu. Zostawiamy samochód w miarę bezpiecznym miejscu i ruszamy w kierunku The Oval. Mamy do pokonania kawałek drogi przez nie do końca miło prezentujące się osiedla. Gdy już dochodzimy do stadionu panowie z obsługi TV informują nas, że w wyniku opadów deszczu na murawie stoi woda i mecz zostaje przeniesiony na inny termin. Łatwo sobie wyobrazić jak się czułem biorąc pod uwagę jaką odległość pokonałem, żeby ten mecz zobaczyć. Po 15 minutach totalnego wkur***nia ogarnęliśmy się i powróciliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną do Athlone.

Pewnie nie jednemu z nas podczas europejskich wojaży przytrafiła się taka sytuacja. Mecz się nie odbył -maksymalne wkur***nie. Bywa i tak. Uważam jednak, że jako kibic i z takiej sytuacji można wyciągnąć pozytywne wnioski. Zawsze starałem się i tego nie zmienię, aby z takowych wyjazdów wyciągnąć jak najwięcej korzyści. Będąc skupionym na atrakcjach kibicowskich nie zapominam o tym, żeby również zainteresować się innymi rzeczami. Architektura miasta, klimat. ludzie dookoła. Wszystko jest ważne i bezsprzecznie ma wpływ na klimat i styl kibicowania, bo przecież najbliższe otoczenie nas w jakiś sposób kreuje.

Belfast z jednej strony mnie zafascynował, ale z drugiej strony lekko zatrważał. Myśląc o kibicach poszczególnych klubów z tego miasta (protestanckie: Glentoran, Linfield i Crusaders oraz katolickie Cliftonville i Donegal Celtic) pojawiała się często refleksja, że oprócz tej zasadniczej różnicy wynikającej z sympatii do konkretnych klubów kolejne różnice wynikały z wyznania, światopoglądu i postrzegania przynależności państwowej (tendencje niepodległościowe, bądź lojalistyczne). Oczywiście te poglądy mają odzwierciedlenie na trybunach i na pewno pogłębiają różnice, a dla mnie są dodatkową przyczyną do tego, żeby stwierdzić, iż z pewnością nie jest tam łatwo. Kibicom również.

Na koniec namawiam wszystkich kibiców odwiedzających stadiony poza naszym krajem do odwiedzania takich właśnie miejsc jak Belfast. Jeżeli tylko nie spotka was taki pech jak mnie to jest duże prawdopodobieństwo, że w takich niszowych miejscach na kibicowskiej mapie Europy odnajdziecie coś zupełnie innego niż na dużych stadionach i wielkich kibicowskich klasykach. Nie koniecznie będzie spektakularnie, ale na pewno oryginalnie. Dla mnie osobiście ważnym czynnikiem, który wpłynął na pozytywny odbiór całej wycieczki była możliwość odwiedzenia starych znajomych z mojego miasta, z którymi jeszcze jakiś czas temu miałem przyjemność działać na trybunach. To są miłe akcenty. Dlatego na koniec wielkie dzięki dla Bolka, Maćka, Kuriego i ich rodzin za pomoc i gościnę.

Szczota